Z ŻYCIA WZIĘTE

Sylwester 2018

Ostatni dzień roku spędzałam w przeróżny sposób: przesypiałam, oglądałam koncert w telewizji, tańczyłam na balu w pałacu czy restauracji, wędrowałam po górach, siedziałam na oddziale intensywnej terapii. Wielu zwyczajnie nie pamiętam. Ale Sylwester 2018 był wyjątkowy. W domu było gwarnie i wesoło za sprawą naszych gości.

Kiedy zdobywaliśmy Koronę Gór Polski, szukaliśmy miejsca do rozbicia namiotu u podnóża góry Skrzyczne w Beskidzie Śląskim. Zależało nam, by była to ogrodzona posesja, na której możemy bezpiecznie zostawić rzeczy. Pole namiotowe nas wtedy nie interesowało. Kompletowaliśmy sprzęt trekkingowy latami i jego utrata oznaczałaby koniec naszej górskiej wędrówki. Na ogłoszenie zamieszczone na portalu Beskidomaniacy odpowiedziała Klaudia z Buczkowic. Zupełnie obca osoba, która zaproponowała nam miejsce na trawniku przy swoim domu, którego – jak się potem okazało – pilnuje owczarek niemiecki. Obdarzyła nas zaufaniem i otoczyła troską, byśmy mogli z chłopcami zdobyć wszystkie największe góry w kraju.

Kiedy dotarliśmy na miejsce, gospodarze poczęstowali nas posiłkiem i po rozmowie orzekli, że o żadnym spaniu w ogrodzie nie ma mowy. Zaprosili nas do swojego domu, oddali do dyspozycji pokój młodszej córki. Serdeczność i gościnność Klaudii i jej Męża przełamała nasze opory, kiedy biliśmy się z myślami czy mamy prawo wtargnąć tak w czyjeś życie. Zrodziła się między nami wielka sympatia. Odtąd zawsze – gdy byliśmy w pobliżu – wpadaliśmy do Buczkowic na kawę. Zdarzało się, że  ta „kawa” trwała kilka dni. Ha ha ha! „Ustaliliśmy z Mariuszem, że nigdzie nie jedziecie. Jutro Mariusz ma wolne i bierzemy dziecka nad Żylicę” – jak Gospodarze uradzili, tak się stało. Kąpaliśmy się w lodowatym, górskim strumieniu. Przed oczami mam ten spiętrzony potok i rozbawione dzieci ociekające wodą oraz żeliwny kociołek pełen kapusty, ziemniaków i wędliny.

Klaudia z rodziną odwiedziła nas na Dolnym Śląsku w ostatnich dniach starego roku. Wyczekiwaliśmy naszych gości, niecierpliwie odliczaliśmy czas do ich przyjazdu. 30 grudnia przekroczyli próg naszego domu po niemal 300 kilometrowej podróży, niosąc beskidzkie „duszonki” i przezroczystą butelkę „Cysto Kurwica”. Nazwa tej regionalnej wódki ze Szczyrku wywodzi się z gwary i oznacza „silny deszcz z wiatrem”. Jak biesiadować, to z góralami – zwykliśmy żartować. „Ale my górale nizinni…” – dogadywali. Z zachwytem przyglądaliśmy się, jak potrafią zgromadzić przy jednym stole trzypokoleniową rodzinę i razem świetnie spędzać czas. Relacje z naszymi rodzicami i rodzeństwem poukładane są inaczej, nie są tak zażyłe. W górach jest jakoś…fajniej… – zwykliśmy mawiać z Jackiem.

Dokładaliśmy starań, by dobrze wypaść w roli gospodarzy. Mieliśmy dla naszych beskidzkich Gości karnety do aquaparku, by wypoczęli po podróży, a w Nowy Rok pokazaliśmy im stolicę Dolnego Śląska. Mimo przeszywającego chłodu i mżawki, poszliśmy na długi, wieczorny spacer od Hali Targowej w stronę Ostrowa Tumskiego, następnie na Wyspę Słodową i mostem Uniwersyteckim udaliśmy w kierunku Rynku. Miasto – przyozdobione świątecznymi lampkami – wyglądało po zmroku niezwykle pięknie! Wokół feria barw: kolorowe girlandy, rozświetlone płatki śniegu, bogato strojone choinki, ledowe tunele dla spacerowiczów. Wrocław jest urzekający. Kiedy w Sylwestrowy wieczór zobaczyłam pięknie ubraną i umalowaną Klaudię, postanowiłam również założyć elegancką sukienkę. Podkradłam koleżance pomadkę. Z ciemnośliwkowymi ustami i mocniej podkreślonymi rzęsami, zaczęłam przypominać kobietę, w której zakochał się mój Mąż. „Naciesz się, póki możesz. Szybko mnie znów w takiej wersji nie zobaczysz.” – żartowałam z wyraźnie zadowolonego Jacka. Owoc naszej miłości, nasz ukochany Szymonek pluje, wymiotuje, z uporem maniaka szarpie mnie za włosy, do tego jestem  zgrzana, dźwigając ciężko niepełnosprawnego syna. Zmęczona, zabiegana, nie dbam o siebie na co dzień. Szczerze podziwiam Klaudię, która ma czworo dzieci i zawsze ładnie wygląda.

Z łatwością potrafimy z Jackiem zaplanować ciekawe wycieczki, jednak organizowanie domowych imprez jest dla nas nie lada wyzwaniem. Nie jesteśmy zbyt rozrywkowi, po wypiciu nawet małej ilości alkoholu zaczynamy być senni. Wiedziałam, że jest jedna rzecz, która pozwoli nam wszystkim dobrze się bawić w Sylwestra: mikrofon. Ileż ja się go naszukałam! Zawsze leżał w szufladzie, jednak mój Mąż postanowił któregoś dnia „posprzątać”. Determinacja, z  jaką szukałam reklamówki z kablami, niezwykle bawiła Mariusza i jego żonę. Okazało się jednak, że ten mikrofon był niezwykle pożądaną rzeczą na naszej imprezie i wyrywaliśmy go sobie z rąk. Pierwszy raz u Młynarczyków drżały mury od głośnej muzyki i to do późnej nocy. Dzieciaki wcale nie zamierzały się kłaść spać, tylko czekały na swoją kolej. Nikomu w śpiewaniu nie przeszkadzał ani tekst, ani melodia…”Śpiewanie” to też za duże słowo, ha ha ha! Było wesoło i uśmialiśmy się za wszystkie czasy.

Jacek wykonał „Love me tender” tak, że Klaudii zabrakło tchu. „Mamo, oddychaj!” – pokrzykiwały dziewczynki, zanosząc się ze śmiechu. Specjalnie modulował głos, by brzmieć jak Elvis, ale dodawał do tego autorskie pojękiwania i wycie, by rozbawić towarzystwo. Pokazał, że ma do siebie dystans. Razem z Mariuszem targnęli się na kilka utworów, mikrofon trafiał do kolejnych osób. Nasi synowie nie dotrwali jednak do północy, pozostali imprezowicze położyli się spać po godzinie pierwszej, bowiem zmęczenie dało o sobie bardzo mocno znać.

Osobom zgromadzonym wokół naszej rodziny składaliśmy życzenia szczęśliwego Nowego Roku 2019, spełnienia wszelkich marzeń. Nam przede wszystkim życzono zdrowia, bo o resztę zdążyliśmy już się zatroszczyć. To zdjęcie z Mężem trafi do pamiątkowej ramki. Pomadkę dostałam w prezencie od serdecznej koleżanki. Na zachętę, bym jednak czasem pomyślała o sobie?

Nie ma większego znaczenia, gdzie spędzamy Sylwestra. Najważniejsze jest to, kto nam w tym momencie towarzyszy, z jakimi emocjami zaczynamy kolejny rok naszego życia. A ja uśmiecham się na wspomnienie tamtego wieczoru i ludzi, którzy przejechali długą drogę, by powitać rok 2019 w naszym towarzystwie.

***

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *