#wgóryzmpd

Łysica 612 m. n.p.m.

Jakiś czas oglądaliśmy film „Pełnia życia”, opowiadający historię mężczyzny, którego wyniszczająca choroba wirusowa przykuła do szpitalnego łóżka, a następnie doprowadziła do paraliżu. Jacek ocierał łzy już od połowy naszego wieczoru filmowego, ja usilnie starałam się kontrolować emocje, ale na koniec i tak wybuchłam płaczem. „Ja nie chcę po prostu żyć. Ja chcę naprawdę żyć” – powiedział główny bohater. Jak odnalazł siłę do walki o własną godność, o ciekawe i aktywne życie? Ten film po prostu trzeba zobaczyć, bo jest świadectwem potęgi ludzkiego ducha.

https://www.filmweb.pl/film/Pe%C5%82nia+%C5%BCycia-2017-777235

Nikt nam nie obieca, że jutro będzie należeć do nas, dlatego dziś staramy się żyć dynamicznie, świadomie. Wraz z Mężem i dziećmi robimy rzeczy, o których nawet nie mieliśmy śmiałości marzyć, gdy zdrowie nam dopisywało. Chodzimy po górach od zachodnich Sudetów po krańce Bieszczad, w deszczu, porywistym wietrze, mgle, mrozie, skrajnym upale. Równo rok zajęło nam zdobycie Korony Sudetów, Korony Beskidów i pozostały nam ostatnie 2 szczyty do Korony Gór Polski. 18 sierpnia daliśmy się w góry Świętokrzyskie, by wejść na Łysicę, czyli najniższy koronny szczyt. Poprosiliśmy jedną z Turystycznych Rodzin PTTK o możliwość rozbicia namiotu w ich ogrodzie, ale Aneta i Hubert spod Kielc okazali się niezwykle gościnni. Nie tylko zaproponowali nam nocleg w domu i zaprosili do wspólnych posiłków, ale też towarzyszyli nam podczas wycieczek przez cały weekend i doskonale sprawdzili w roli przedników. Niezwykle serdeczni ludzie. Zapraszamy do nas!

Prowadzoną przez nas akcję #wgóryzmpd wsparło wiele wspaniałych osób. To jest przygoda życia, która wzmocniła naszą rodzinę fizycznie i psychicznie. Niespodziewanie nasze działania zostały poparte przez Toyota Dobrygowski z Długołęki. W Góry Świętokrzyskie popędziliśmy nowoczesną hybrydą z pełnym bakiem paliwa, która spalała niecałe 5 litrów gazu na 100 kilometrów. Dziękujemy! Szczególnie podziękowania należą się Gosi I., która tę pomoc dla naszej rodziny zainicjowała.

W sobotę, po śniadaniu ruszyliśmy w stronę Świętej Katarzyny i zaparkowaliśmy auto niedaleko kościoła i klasztoru bernadynek. Nad wsią dominuje wysoka wieża z charakterystycznym hełmem. Podania mówią, że istniała tu kiedyś pogańska świątynia. Osiedlali się tu pustelnicy, a w 1399 r. miał tu osiąść rycerz Wacławek, który ufundował kościółek św. Katarzyny. Ziemia ta należała do biskupów krakowskich, a koło 1478 r. biskup Jan Rzeszowski osadził przy kościele bernardynów. W 1817 r. ustąpili oni miejsca bernardynkom, których klasztor w Drzewicy spłonął w pożarze.W kościele znajduje się rzeźba przedstawiająca św. Katarzynę w koronie, w czerwonej sukni uzupełnionej powłóczystą niebieską szatą. Jest to kopia hebanowej lub cyprysowej figury, sprowadzonej – według legendy – jeszcze przez rycerza Wacławka z północnej Afryki.

Wejście do Świętokrzyskiego Parku Narodowego prowadzi przez Puszczę Jodłową, mającą charakter endemiczny. Głównym gatunkiem w drzewostanie i bardzo częstym w niższych warstwach lasu jest jodła pospolita, w domieszce występuje: buk, dąb szypułkowy i dąb bezszypułkowy, rzadziej osika, olsza czarna, brzoza brodawkowata i świerk. Warstwa krzewów reprezentowana jest przez malinę, bez koralowy, w mniejszym stopniu przez jarzębinę i kruszynę. To unikatowe w skali świata zbiorowisko roślinne zostało rozsławione przez Stefana Żeromskiego, który na pobliskiej kapliczce wyrył w 1882 roku swój podpis. Obok widnieje nazwisko jego serdecznego przyjaciela Janka Stróżeckiego.

Niedaleko znajdują się dwie mogiły: z czasów powstania styczniowego oraz z 1943 roku, kryjące około 80 uczestników walki o wolność i niepodległość.

Po drodze minęliśmy drewnianą kapliczkę św. Franciszka, przy której znajduje się cudowne źródło. Według tradycji woda tryskająca z tego źródełka leczy choroby oczu. Była zimna, bardzo czysta i doskonale nas orzeźwiła w upalny, sierpniowy dzień.

  Szlak na Łysicę nie był wymagający i wolnym krokiem można go pokonać w godzinę. W szczytowej części natrafiliśmy na Gołoborze czyli rumowisko skalne. Zbudowane jest wyłącznie z dużych odłamów skalnych i nie zawiera żwiru, piasku oraz iłu. Szymka zawsze bardzo śmieszy, gdy Tata pokonuje przeszkody i buja się na boki. A im bardziej psioczy przy tym pod nosem, tym większa jest radość dziecka. Hubert i Jacek wzbudzali spore zainteresowanie na szlaku, wyglądali uroczo z podpiętymi do siebie synami. Kwintesencja męskości! Nie każdy mężczyzna z takim oddaniem wspiera swoją partnerkę w wychowywaniu dzieci, jak mąż Anety i mój małżonek. Kiedyś psycholog powiedziała mi, że najważniejsza w życiu kobiety jest relacja z jej partnerem. Kochający się i wspierający rodzice budują dzieciom bezpieczny świat, wypełniony miłością. Wiele w tym racji… Łysica to szczyt, który stał się dla nas synonimem czegoś łatwego, błahostki. Potem góra ta wielokrotnie pojawiała się jeszcze w naszych rozmowach, gdy Jacek chciał mi dodać otuchy lub zwyczajnie rozśmieszyć przed szalonym wysiłkiem. „Skarbie, to taka większa Łysica…” – mówił spoglądając na Rysy.

Odwiedziliśmy jeszcze schronisko PTTK Jodełka, gdzie podbiliśmy pieczątki. Po drodze do Muzeum Minerałów i Skamieniałości, minęliśmy dawny budynek schroniska z 1920 roku im. Aleksandra Janowskiego.Do okazów zasługujących na szczególną uwagę należy 100 kilogramowy kryształ górski z Arkansas, Morion – czarny kwarc, który swą barwę zawdzięcza promieniowaniu radioaktywnemu,  3-karatowy diament czy kolekcja krzemieni pasiastych (największa na świecie oszlifowana bryła 80 kg). Pierwszy raz widziałam ametyst kaktusowy i gagat – bitumiczną odmianę węgla brunatnego. W XVII wieku gagatową biżuterię nosili wystrojeni, zdolni do nieodpowiedzialnych wybryków panowie, których od tej nazwy właśnie zaczęto przezywać gagatkami. W kolejnym stuleciu minerał ten kojarzony był z żałobą po powstańcach walczących z zaborcami.

Bardzo pouczające było zajrzenie do wnętrza stalagmitu – nacieku jaskiniowego, narastającego od dna jaskini ku górze. Ma to miejsce, gdy z kapiącej ze stropu wody wytrąca się węglan wapnia. Bardzo dobrze widać, jak stalagmit przyrastał na grubość. Obok w gablocie był stalaktyt – grawitacyjny naciek, który ze względu na swój wygląd nazywany jest również sopleńcem. Potrzeba od 100 do 250 lat, by stalaktyt wydłużył się o centymetr.

Warto na dłużej zatrzymać się przy skamieniałościach. Czaszka wymarłego tura, kości Tazoudazaura, liczne amonity, trylobity (przepięknie zachowany Dicranurus!)- i belemnity… W cenie biletu wstępu był pokaz szlifowania kamieni. Okazuje się, że odpowiednia obróbka może wydobyć – z niepozornego kawałka minerału – niezwykłe piękno.

cdn…

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *